9 czerwca 2016

Porozmawiajmy przy kawie #2


Przez kilka poprzednich dni zarówno tutaj, jak i na portalach społecznościowych byłam nieobecna z prostych przyczyn - najpierw był ślub szwagra, a potem nazbierało mi się dość sporo pracy i obowiązków. Zresztą pewnie niejednokrotnie przekonaliście się o tym, że czasami pewne sprawy się kumulują, a wtedy brakuje wolnego czasu, który moglibyście poświęcić na coś innego. Chociaż z drugiej strony, z reguły, gdy planuję sobie dany tydzień lub dzień, i mam sporo zaplanowanych rzeczy to jestem w stanie o wiele lepiej się zorganizować. Ta lepsza organizacja nie dotyczy oczywiście tych dni, kiedy mój plan rozbija się dosłownie o kant stołu i zdarza się wiele niespodziewanych sytuacji, które w dużym stopniu raczej deorganizują mój czas.

Wczorajsze popołudnie spędziłam ponownie w Trójmieście (oczywiście pół dnia stracone - jak zawsze), na którejś już z rzędu wizycie kontrolnej u ortopedy. Jakby nie było, po badaniu ponownie noga, a raczej okolice kolana są obolałe, ale jest lepiej. Rzepka jest w miarę stabilna, a nawet stabilniejsza niż w zdrowej nodze, dzięki czemu została wykluczona plastyka troczków. Z więzadłami jest już wszystko w porządku, mięsień czworogłowy mam już dość mocno wzmocniony, jednak problem nadal tkwi w troczkach - więc jedyne co mi pozostaje, to wykorzystywanie każdego dnia, kiedy nie odczuwam bólu na dalsze ćwiczenia, które mają wzmocnić całe kolano. Za kilka tygodni rozpoczynam kolejną rehabilitację, a pod koniec lipca kolejna wizyta kontrolna. Nie ukrywam, że dzisiejsze słowa mojego lekarza bardzo mnie podbudowały, bowiem jeżeli w tym roku będziemy mieli ciepłą i słoneczną jesień to jeszcze załapię się na chociaż kilka przejażdżek rowerowych. A bardzo mi tego brakuje!


Ostatnie dni były dla mnie ciężkie, dlatego dzień w dzień odczuwałam dość silny ból, do tego doszło jeszcze wczorajsze badanie, które w połączeniu z wcześniejszymi dniami nie sprzyja w żaden sposób mojemu komfortowi psychicznemu. Mimo to cieszę się z każdego dnia, w którym mogę w miarę normalnie funkcjonować i po prostu nie odczuwam bólu. Swoją drogą to za sześć dni minie już 10 miesięcy (!) odkąd męczę się (tak! to jest odpowiednie słowo!) z moim kolanem. Najgorsza jest chyba świadomość tego, że gdybym nie była tak uparta i posłuchała Męża, wsiadła do samochodu, zamiast iść i wpaść w tą przeklętą dziurę, nie byłoby tej całej sytuacji. Zastanawiacie się, gdzie patrzyłam zamiast pod nogi? Na chrześniaka. A dziura? Niby niewielka, bo ledwie weszła w nią moja stopa (rozmiar 36/37). Ale jest jak jest, i nic z tym nie zrobię. Jedno jest dla mnie pewne - cała ta sytuacja przyczyniła się do tego, że zaczęłam doceniać takie najprostsze rzeczy w codzienności: długi spacer, jazdę na rowerze, jazdę samochodem (obecnie mogę sobie pozwolić na prowadzenie samochodu na dość krótkich odcinkach - ok. 20 km), ćwiczeń, które wykonywałam w domu. Zresztą to już chyba tak jest, że człowiek docenia coś, gdy mu tego zabraknie.

Chciałabym Wam również podziękować za komentarze pod wpisem o mojej niepłodności. Myślami w dalszym ciągu krążę wokół adopcji i starań o dziecko. Do tej pory nic nie idzie po naszej myśli i mówiąc szczerze, momentami staram się jak najmniej o tym wszystkim myśleć i roztrząsać to wszystko, bo najzwyczajniej mi to nie służy.

Dziękuję Wam za to, że jesteście!
A teraz opowiedzcie o tym, co u Was słychać.

Uściski - Kamila.


18 komentarzy

  1. Na szczęście ja o problemach z kolanami jedynie czytam, ale wyobrażam sobie jakie może to być uciążliwe ; /

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim bądź razie życzę Ci, aby te problemy nigdy Cię nie dotknęły. :)

      Usuń
  2. Jestes widze z moich okolic:-) w trojmiescie bywalam codziennie, bo studiowalam na UG. U mnie nic ciekawego... a mysli o dziecku, staraniach, adopcji...sa naturalne, kazda zdrowa psychicznie i emocjonalnie kobieta tego pragnie. Niech sie Wam spelni, wierze,ze nadejdzie dzien w ktorym zostaniesz szczesliwą mamą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję, z reguły staram się poświęcać pracy, aby zbyt wiele nie myśleć, bo to do niczego dobrego nie prowadzi, a moje samopoczucie wtedy dosłownie czołga się po podłodze. Mieszkam na Żuławach, więc do Trójmiasta w zależności od miejsca mam około 1.5 godziny.

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że szybko dojdziesz do siebie. Wiem co przeżywasz bo już drugi tydzień cierpię z powodu skręconej kostki, spadłam ze stepu na fitnessie :) A mówią, że sport to zdrowie!

    Ściskam, Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj też mam taką nadzieję - jak na razie jest coraz lepiej. Skręcona kostka nie jest mi obca. Życzę zdrowia!

      Usuń
  4. Życzę Ci zdrówka i wszystkiego dobrego!!! Wiesz o czym myślę!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również jestem w trakcie leczenia a tak naprawdę szukania przyczyn bólu kolana, choć ból to za mało powiedziane. A co najgorsze każde kolejne badanie nic nie wykazuje przy czym ból narasta... Takie błędne koło i ten strach, że odeślą mnie z bólem do domu i zamkną drzwi.. Tak więc rozumiem Twój ból, mimo, że go nie odczuwam.
    I wiesz,tak z własnego doświadczenia wiem, że często to co nie idzie po naszej myśli, jest dla nas najlepszym rozwiązaniem. Jednak takie zdania piszę się z lekkością po czasie, kiedy widzi się zajawkę tego, jak wyglądało by nasze życie, gdyby wydarzyło się to czego pragnęliśmy. Wszystko jest w życiu po coś, tylko to COŚ odkrywa przed nami karty dopiero po długim czasie a wcześniej wzbudza rozpacz, lęk, strach, złość, samotność, niezgodę i niezrozumienie. Pewnych spraw nie da się wytłumaczyć - trzeba je zaakceptować i szukać nowych rozwiązań, dróg i tego czegoś, co skrywa dane doświadczenie..
    Życzę siły zarówno w podążaniu drogą marzeń jak i tych do pokonania bólu i możliwości cieszenia się zdrowiem po wyleczeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie i trafnie to ujęłaś. Wszystko jest po coś, ale to coś dostrzegamy dopiero z perspektywy.

      Usuń
    2. Bardzo dobrze to ujęłaś. Wszystko w naszym życiu pojawia się lub zdarza w jakimś celu, bo przecież nic nie dzieje się bez przyczyny. Czasami dopiero po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że zdarzenia, które miały miejsce nauczyły nas czegoś konkretnego, co wpływa w pewnej mierze na to jacy jesteśmy w tej chwili.

      Usuń
  6. Najczęściej jest tak, że jak się dzieje to wszystko na raz.
    Mam nadzieję, że rehabilitacja Ci pomoże i kolano przestanie dokuczać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. U mnie właśnie takie jest czerwiec. To już czwarta rehabilitacja w przeciągu 10 miesięcy.

      Usuń
  7. Zdrowia:)
    Przepięknie tu u Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Współczuję przejść z kolanem. Ja kilka lat temu wywróciłam się nieszczęśliwie na nartach. Wszyscy wysyłali mnie na laparoskopię, ale trafiłam do dobrego ortopedy i jednak skończyło się na rehabilitacji.

    A co do niepłodności, to niestety chyba najtrudniej się pogodzić z tym, że nie na wszystko mamy wpływ, choćbyśmy starali się ze wszystkich sił, dawali z siebie absolutnie wszystko, to natura płata figle. Ale mam nadzieję, że prędzej czy później wszystko się ułoży jak najlepiej. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie sztuką coraz częściej jest trafić na dobrego specjalistę. Ja w listopadzie również do takiego trafiłam i po miesiącach leczenia jest coraz lepiej.

      Co do niepłodności, to masz rację natrudniej pogodzić się z czymś na co nie mamy kompletnie żadnego wpływu.

      Usuń
  9. Szkoda, że ten Twój specjalista jest w Trójmieście :( troszkę daleko mam :(
    Fajnie, że u Ciebie sprawa z nogą lepiej :)
    U mnie porażka. Czeka mnie druga operacja. Zobacz Ty męczysz się z nią kilka miesiący , a ja cholera połowę swojego życia :( to jest jakaś masakra. Stało mi się to mając 14 lat, a teraz mam prawie 28. Tyle lat problemów z nogą. Myślałam , że jak 5 lat temu zrobili mi rekonstrukcję więzadła to moje problemy się skończą. A tu niestety...

    Bardzo dobrze, że u Ciebie szybko zaczęli działać i rehabilitacje pomagają :)))
    Może nie będziesz miała takiego problemu jak ja...

    OdpowiedzUsuń

TOP