16 sierpnia 2016

Upadłam, więc powoli wstaję

Dziś nie będzie optymistycznie. Dwa dni temu potłukłam się ponownie na tysiąc kawałków, i ... muszę posklejać to swoje popękane serce. Teraz jest już trochę lepiej, nie snuję się z kąta w kąt po mieszkaniu, nie płaczę ukradkiem. Jest mi po prostu zwyczajnie smutno... mam w sobie żal, nawet nie wiem do kogo (?) Czy bardziej do siebie i swojego organizmu czy też do świata, który rzadko jest sprawiedliwy. Jednak uprzedzam, że jeżeli nie czujesz się na siłach, masz zły dzień i nie chcesz czytać o sprawach smutnych to najzwyczajniej kliknij krzyżyk w górnym, prawym rogu.



Od ponad pięciu lat leczę się i robię wszystko, abyśmy z Mężem mogli zostać rodzicami. Zresztą byliśmy ze sobą dopiero miesiąc, gdy zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy. Pamiętam do dziś, jak po pierwszej wizycie u endokrynologa wyszłam po prostu podłamana z jego gabinetu, po tym wszystkim, co mi powiedział na temat problemów ze staraniami o dziecko. Nie zapomnę tego jak patrzyłam w oczy Osobistego, i wykładałam przysłowiową kawę na ławę, aby wiedział czy chce brnąć dalej w ten związek. Musiałam jemu o tym wszystkim powiedzieć już na samym początku, jak tylko się o tym dowiedziałam, żeby wiedział, choć wtedy jeszcze nie było wiadomo jak potoczy się nasza historia, jednak musiał wiedzieć w jaki związek się angażuje. Od ponad dwóch lat jesteśmy małżeństwem i tworzymy swoją małą rodzinę. Wiem, że dla niektórych osób rodziną jest się dopiero wtedy, gdy pojawi się dziecko, ale nie dla mnie. Wraz z niedoczynnością wykryto u mnie zespół policystycznych jajników, z czasem pojawiła się trzecia choroba często współistniejąca - insulinooporność.

Nikt prócz nas, nie wie jak bardzo pragniemy być rodzicami... mój Mąż często radzi sobie lepiej w tych kwestiach, a we mnie po prostu buzują emocje. Czasami upadam na chwilę, żeby zaraz znowu się podnieść i starać się dalej, ale dwa dni temu po prostu coś we mnie pękło. Coś uśpiło mój radar ciążowy, ale gdy mój Mąż spojrzał mi w oczy i powiedział mi, że musi mi coś powiedzieć już wiedziałam co się szykuje. Ba! Wiedziałam już nawet kto spodziewa się dziecka! Okazało się, że jego brat będąc dwa miesiące po ślubie, za osiem miesięcy zostanie tatą. I to nie jest tak, że się nie cieszę ich szczęściem. Cieszę się i szczerze im gratuluję, ale robię to wszystko ukrywając swoje emocje i swój żal. Niestety należę do tych kobiet, które na takie wiadomości reagują po prostu płaczem, jak się dowiaduję o tym znienacka przy wszystkich, przyklejam uśmiech nr 5, gratuluję i ukradkiem idę w jakieś bezpieczne i komfortowe miejsce najzwyczajniej w świecie płacząc. Gdy dowiaduję się o tym od swojego Męża,  jedyne co robię, to płaczę chowając twarz w jego ramionach. I tak było właśnie dwa dni temu... Stojąc dziś rano przed lustrem, zdałam sobie sprawę z tego, że widać jak moje oczy po brzegi przepełnione są smutkiem, i taką pewnego rodzaju pustką.

Czasami nie radzę sobie ze swoją niepłodnością, zwłaszcza wtedy, gdy w najbliższym otoczeniu, ktoś spodziewa się dziecka. Często muszę to rozgrywać na swoich zasadach, wyjść przed szereg i pogratulować nawet wtedy, gdy o ciąży dowiedziałam się od kogoś innego. Boję się tego, że w innym przypadku mogę nie dać rady powstrzymać swoich emocji za każdym razem, gdy znowu ktoś inny, a nie my zostanie rodzicami. I to jest właśnie ta sprawiedliwość, a raczej jej brak... bo zawsze uda się komuś innemu, a nie nam.

Nasza droga do dziecka jest bardzo długa i spotykamy na niej dużo przeszkód. Czasami upadamy na chwilę, ale zaraz podnosimy się i walczymy dalej. Jedno jest pewne, cały czas wierzymy w to i mamy nadzieję, że kiedyś nadejdzie ten dzień kiedy będziemy mogli tulić w ramionach nasze dziecko. 

29 komentarzy

  1. Tulę Cię ogromnie w tak trudnym dla Ciebie czasie... Doskonale wiem, co czujesz. Tak samo miałam i tak samo reagowałam na kolejne ciąże w rodzinie czy wśród znajomych. Od roku już tak nie reaguję. Nie wiem, czy jesteś osobą wierzącą, ale mnie Bóg z tego wyciągnął (pisałam u siebie na blogu) i zaczęłam się cieszyć z tego, co już mam - a mam wspaniałego Męża, niesamowitą Rodzinę, która wspiera nas na każdym kroku. Ja już miałam dość tych załamań i się udało, choć wymagało to sporo pracy. Jednakże każdy ma swój czas, by przeżyć ten ból. Życzę Tobie, byś jak najszybciej wrociła do równowagi i byś miała w sobie ten pokój ducha :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli wracam do równowagi, już jestem spokojniejsza, ale ta pierwsza doba była dla mnie bardzo ciężka. Chciałabym móc się tak nie przejmować tym wszystkim, ale chyba nie potrafię...

      Usuń
    2. Wszystko przychodzi z czasem - ja też kiedyś nie wierzyłam, że ze spokojem będę podchodzić do kolejnych nieudanych prób i ciąż znajomych i nieznajomych, a jednak można. Ja w pewnym momencie doszłam do wniosku, że skoro nie wskórałam nic płaczem, wyrywaniem sobie włosów z głowy, złością, zazdrością i wręcz nienawiścią (poza oczywiście dołowaniem siebie i popadaniem w jeszcze większe dołki), to nic nie stracę, jak spróbuję pozytywnie myśleć. I mimo, że dalej próbujemy, to mam spokój w sercu. Doszłam do wniosku, że to, co mogę, to robię, by zostać mamą, ale na to co się we mnie dzieje nie mam zbytniego wpływu, a negatywnym nastawieniem tylko pogarszam sprawę. Życzę Ci tego spokoju! :-*

      Usuń
  2. To bardzo trudne emocje. Sama pamietam jak przezywalam , ze nam sie nie udaje, a staralismy sie zaledwie kilka miesiecy.
    Poniekad rozumiem jak sie czujesz. Ja walcze z nerwica lekowa od kiedy zaczelam pracowac w szpitalu.
    Kazdego dnia walcze sama z soba, walcze ze swoja psychika, wmawiam sobie, ze nie kreci mi sie w glowie, ze super sie czuje.
    Kazdego dnia wstaje I mysle sobie, ze dzisiaj bedzie lepiej, wierze, ze ktoregos dnia przestane panicznie sie bac smierci I chorob, ktore widze w pracy na codzien.
    Ale..
    Sama nie dalabym rady, bo mam lepsze I gorsze dni. Wspomagam sie ashwagandha, akupunktura, staram sie myslec pozytywnie.
    Wydaje mi sie, ze dopoki nie zaakceptujemy , ze tak po prostu jest to nic innegl nas nie spotka.
    Podobnie z szukaniem pracy - szukam na gwalt, bo nie znosze tej pracy I od pol roku oprocz jednej rozmowy nikt sie moja osoba nie zainteresowal.
    Zapewne dopiero jak odpuszcze - praca sama sie znajdzie.
    Wracajac do Ciebie znam kilak dziewczyn, ktore zaszly w ciaze z niedoczynnoscia I chorymi jajnikami.
    Przed zasnieciem dziekuj Bogu, a jesli nie wierzysz to podziekuj Matce Naturze za wszystko co masz, docen co masz, ze masz dobrego Meza itp.
    A potem popros goraco , by w twoim ciele zakwitla fasolka zycia. Nigdy nie idz spac zawiedziona czy smutna, bo podswiadomosc zanotuje sobie wszystko w twojej glowie.
    Dasz rade... jestesmy tu z Toba !

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam to uczucie. Bardzo ciężko się z tego pozbierać. Ja osobiście nie mogłam pozbierać się długo po informacji o ciąży osoby, której nie lubię (z wzajemnością zresztą),bo ta osoba dała nam odczuć że cieszy się że nas TO (niepłodność) spotkało.

    Z ciążami w najbliższym otoczeniu jest najgorzej bo musimy spotykać te osoby a reszta rodziny nas obserwuje czy się cieszymy razem z nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Marysiu, nie mogę sobie wyobrazić tego jak ktoś może cieszyć się z tego, że ktoś nie może mieć dzieci, że cierpi na niepłodność. Tak, dla mnie niepłodność to cierpienie. I tak naprawdę nawet największego wrogowi, jeżeli takowego bym miała, nie życzyłabym jemu tego, aby to go spotkało.

      Najtrudniejsze w tych "rodzinnych" ciążach, że właśnie inni patrzą jak zareagujesz, jak się zachowasz.

      Usuń
  4. Bardzo osobisty ten wpis, ale właśnie dlatego, że taki jest nadaje mu niepowtarzalny wydźwięk i porusza każdą emocję, zwłaszcza te mocno skrywane. Kiedyś ktoś mi powiedział: "Dopóki nie zaakceptujesz swojego życia takie jakie jest, nie będziesz mogła nic w nim zmienić - bo wszystko kolejne będzie nie pasować lub wyglądać źle na manekinie jakim jest Twoje życie." Trudno zaakceptować coś co doskwiera, co boli - wiem, doświadczyłam tego na własnym sercu, ale kiedy nosisz cały czas żal do samej Siebie, że Twoje ciało nie może mieć dziecka, nienawidzisz je jeszcze mocniej. Według mnie, po wszystkich doświadczeniach jakie mnie dotknęły - bez wybaczenia sobie i akceptacji siebie taką jaką się jest a szczególnie z tymi brakami jakie mamy, trudno iść przez życie..

    Znam Twoje uczucia pustki, tęsknoty i zazdrości; znam smak łez maskowanych głupimi uśmiechami i słowami jak bardzo się cieszymy szczęściem innych.. Tego się nie przeskoczy; jeszcze nie raz Cię złamie, wyciśnie potoki łez. Jeszcze nie raz nim spostrzeżesz się popłyną pytania: "Dlaczego ja?" To właśnie jest życie. Dostajemy takie a nie inne: z niepłodnością; z samotnym rodzicielstwem, z kalectwem, z rakiem, z bezdomnością.. Ale ono jest, płynie. Nie zatrzyma się; nie będziecie czekało na nas aż spełnią się nasze marzenia; aż będziemy gotowi, aż wyzdrowiejemy, czy ktoś nas pokocha, lub pokocha nasze dzieci.
    Mimo bólu, trudności i łez - nie zatrać Swojego życia jedynie na czekanie - mimo, że czekasz na Cud Nowego Życia. Bo Ty też jesteś dla Innych Cudem Życia..

    Przytulam Cię mocno w ten trudny czas dla Ciebie i dziękuję za ten post - bo wiele dał mi do myślenia odnośnie mojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za te słowa. Ostatnio właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że potrzebuję granicy do kiedy ciągnąć to wszystko, do kiedy się starać, do kiedy czekać, bo nie chcę tracić swojego życia na czekanie, ono jest zbyt krótkie. A ja jestem zachłanna, i chciałabym z niego czerpać jak najwięcej.

      Usuń
  5. Sciskam Cie bardzo, bardzo mocno!! :-***

    OdpowiedzUsuń
  6. Cholera czemu los nas tak doświadcza :(
    Też mam Hashimoto,endometriozę, PCO wyszło mi niedawno po tych wszystkich in vitro,tak samo insulinoodporność.. .
    Wszystkie te choroby często idą razem w parze...
    A to wszystko daje skutek - niepłodność :(
    Też reaguje płaczem na każdą wieść o ciąży, szczególne wśród bliskich...
    Dzieci czyjeś nie cieszą mnie tylko sprawiają smutek.

    Mam nadzieję tylko, że wkońcu i do nas los się uśmiechnie i wkońcu będziemy w ciąży. Tego i Tobie życzę ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem Kasia, czemu to właśnie nam się to przytrafia. Czasami już po prostu nie mam siły dźwigać tego ciężaru...

      Usuń
  7. Kamila, przytulam!!! Wiem, jak potrafi być ciężko! Jak bezsilność doprowadza do furii a czasem rozpaczy.
    Jesteś w bardzo trudnej sytuacji, ale pamiętaj, że NIC nie musisz! Ani wychodzić przed szereg, ani gratulować, ani zasypywać kogokolwiek prezentami i cieszyć się jego szczęściem. Jeśli tak się zdarzy spontanicznie to super, ale jeśli ma to się odbywać Twoim olbrzymim wysiłkiem, to nie warto! Dźwigasz na swoich barkach tyle ciężarów, na które nie masz wpływu, że nie warto świadomie dokładać sobie więcej. Masz prawo być zła, masz prawo płakać, masz prawo być obojętna. Zachowywanie się (tak jak sądzisz, że powinnaś) wbrew sobie, przyniesie więcej szkody niż pożytku. Też to przerabiałam:/
    Tu nie ma złotej rady. Magicznego zaklęcia, które zniweluje ból. On będzie czy tego chcemy, czy nie. Grunt, żeby dać sobie do niego prawo i nie zadręczać "powinnościami" wobec osób postronnych, które chcąc nie chcąc stają się jego źródłem. Żadna to ich wina, ale też nie Twoja. Nie jesteś nikomu nic winna. Za to sobie tak. Czułość, troskę, wyrozumiałość, jaką obdarzasz najbliższe sercu osoby podaruj sobie. O siebie się zatroszcz w pierwszej kolejności. Reszta sobie poradzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczuciowa - masz rację! Niczego nie muszę, i chyba ktoś musiał mi to powiedzieć. Czasami wolę pewne sprawy rozegrać po swojemu, nie dać się zaskoczyć. Mam prawo do tego, aby czuć się tak, jak się czuję - dziś jest lepiej, i wiem, że to kwestia czasu, gdy pogodzę się z tym, i codzienność znowu będzie taka sama. Tylko potrzebuję na to czasu.... Nic więcej...
      Czas myśleć o sobie, a nie o innych...

      Usuń
  8. Kochana, powiem Ci, że ja dzisiaj mam podły dzień ;( Ludzie czasami bezwzględni wobec drugiego człowieka, podli i bezwzględni... Mam tylko nadzieję, że karma wraca... Tobie mam nadzieję, że wszystko się ułoży głowa do góry będzie dobrze :) U mnie mam nadzieję że też ;) Buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ludzie bywają bardzo bezwzględni i niestety nie możemy nic z tym zrobić.

      Usuń
  9. Kamilko, jestem z Tobą całym sercem. Wyobrażam sobie jakie to musi być ciężkie, smutne i trudne dla Was. Ale bądźmy dobrej mysli i tak jak piszesz, pod upadku trzeba koniecznie wstać, walczyć dalej...
    ściskam Cię bardzo bardzo mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie cały czas staram się być dobrej myśli, tylko czasami przychodzi trudniejszy czas...

      Usuń
  10. Kochana, mam nadzieje, że kolejny dzień i ramiona Męża przyniosły ukojenie. Ja w miarę dobrze znosiłam informacje o kolejnych ciążach w rodzinie, a przez 10 lat naszego małżeństwa trochę ich było. Mimo to bliscy (mama, siostra) ukrywali je przede mną. Ale wiem, że za jakiś czas przede mną ciąża, która będzie dla mnie najtrudniejsza. Ciąża mojej siostry. Życzę jej, jak najlepiej. Oby ich droga była mniej wyboista niż nasza, ale mi nie będzie łatwo. Ale podobno co nas nie zabije...
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... to nas wzmocni - cały czas to sobie powtarzam.

      Usuń
  11. Łza zakręciła mi się w oku. Cholera, dlaczego ten świat jest taki niesprawiedliwy? Jesteś silna, oboje jesteście. Poradzisz sobie. Wierzę w to. Chciałabym móc Cię uścisnąć. Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie zawsze może być tylko radośnie i optymistycznie. Domyślam się jak jest Ci trudno. Pamiętam sama jak wieści o ciążach niektórych osób mnie bolały. Nie byłam w stanie pojąć dlaczego oni a nie my.
    Podobnie jak Ty zmagam się z pco, niedoczynnością tarczycy. Pewnie i okaże się, że insulinooporność mnie dotyczy. Tarczyca powoli wyprowadzona na prostą, ale na lekach jestem i będę pewnie już zawsze. Co do reszty - czekam na wizytę u ginekologa i zobaczymy jaki będzie miał plan. Zaczynamy od nowa.I już wiem, że dużo nas to siły będzie kosztować (i nie tylko siły) a nie wiadomo czy będą takie efekty jakich oczekujemy. No ale próbować trzeba. Nie wiem...nie umiem się poddać i zrezygnować. Przynajmniej na razie.
    Trzymam mocno za Was kciuki. Nieustannie kibicuję. I wierzę, że za jakiś czas będę Wam z całego serca gratulować;*
    Uściski:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie to taka sinusoida: raz jest dobrze, raz jest źle - tylko trzeba znaleźć swoją własną równowagę w tym wszystkim. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła Wam pogratulować.
      Uściski!

      Usuń
  13. Ja jestem najlepszym dowodem, że cuda się zdarzają i tego i Tobie życzę! Trzymam mocno kciuki i głowa do góry, bo życie naprawdę potrafi zaskoczyć!

    OdpowiedzUsuń
  14. Kamilo, przytulam mocno. Wierzę, że będzie dobrze. Kilka cudów widziałam. Tobie też się uda.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mogę skomentować nowym nickiem, więc napiszę starym.
    Nie mogę się z Tobą porównywać, ale napiszę jak ja to widzę. Staramy się od jakiegoś czasu i nic. I wkurza mnie to, że koleżanki zachodzą od tak w nieplanowaną ciążę. Nie wiem gdzie tu sprawiedliwość... Czy w ogóle jest coś takiego.
    Wierzę, że Wam się uda, bo zasługujecie na to! Trzymam za Was kciuki :*
    Mada Mówi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Cześć Kamilko wpadłam Tu przez przypadek i chętnie zostanę:) Może to nie przypadek, może wpadłam powiedzieć Ci byś nie traciła nadziei.. tak jak ty kiedyś usłyszałam, że raczej nikłe szanse na dziecko, a jeśli w ogóle to z dużą pomocą lekarzy. Mam tak jak ty policystyczne jajniki i towarzyszące choroby.. Tak jak Ty płakałam w poduszkę nie raz..ale wiesz co kiedy zupełnie odpuściłam leczenie, powiedzialam sobie dość niech będzie co ma być, że może czas pomyśleć o adopcji zaszłam w ciążę :) Bez pomocy lekarzy, bez leków, wspomagaczy i powiem Ci coś jeszcze .. Jestem dziś Mamą dwójki cudownych dzieciaków. Proszę Cię dziewczyno nie trać nadziei, przestań myśleć i uwierz, bo cuda się zdarzają :) Trzymam mocno kciuki za Ciebie :)
    Sybilla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami miewam trudniejsze dni, ale dziś już lepiej sobie radzę z tymi kwestiami. Otwieram się coraz bardziej na adopcję. Wiem, że cuda się zdarzają... Uściski!

      Usuń

TOP