22 sierpnia 2016

Złapałam oddech, więc jestem

Nie było mnie chwilę. Potrzebowałam tego czasu dla siebie i dla swoich myśli, aby zapomnieć się podczas czytania książki i nie pielęgnować w sobie tego wewnętrznego żalu, że znowu udało się komuś innemu, a nie nam. W ubiegłym tygodniu pracowałam tyle, ile musiałam. Załatwiałam tylko to, co było pilne na już i teraz. Dziś mam parę zaległości, papiery i faktury wychodzą już z segregatora ze sprawami do załatwienia. W kalendarzu dopisywałam tylko kolejne pozycje do listy, ale to nic - potrzebowałam tego czasu dla siebie i dla swoich myśli. 

Cieszę się, że miałam taką możliwość, aby zwolnić w ubiegłym tygodniu i skoncentrować się na sobie. Potrzebowałam tego, aby złapać oddech i nabrać trochę dystansu do tego wszystkiego, co się w ostatnim czasie działo wokół mnie. Jakoś w tym roku wszystko układa się nie tak, jak powinno, ale to nic - trzeba się zmierzyć z tym, co dostajemy od życia. Dzięki temu, że w ramach możliwości w ubiegłym tygodniu najzwyczajniej odpuściłam sobie pewne rzeczy, to dziś z podwójną energią wróciłam do pracy, dzięki czemu byłam efektywniejsza.

W ubiegłym tygodniu robiłam wszystko to, na co brakowało mi czasu wcześniej, a także to, na co miałam ochotę i sprawiało mi przyjemność. Zgłosiłam szkodę do ubezpieczyciela, bo myślałam, że pralka mi szwankuje - jak się okazało wszystko z nią w porządku, tylko na wskutek eksploatacji zaczęła głośniej chodzić. W sobotę upiekłam biszkopt orkiszowy ze śliwkami, które zerwałam w ogrodzie u teściów - po tym jak Mąż z bratem przytulili się do ciasta, wczoraj pozostały już tylko okruszki na blaszce. Kiedyś, jak miałam zbyt wiele problemów na głowie to piekłam ciasto marchewkowe, dziś staram się unikać słodkości, więc w ubiegłym tygodniu eksperymentowałam w kuchni i ten oto sposób powstały klopsiki drobiowe z cukinią i sos do makaronu z cukinii, marchewki i pomidorów. Jednym słowem było prosto i smacznie.

W ubiegłym tygodniu, jak to w tych moich kryzysach związanych z brakiem ciąży i staraniami o dziecko bywa, bardziej niż zazwyczaj doceniałam to, co mam i dostaję od życia. Nie ma co ukrywać, że potrzebuję równowagi, zresztą, kto jej nie potrzebuje?

Jednak przede wszystkim chciałabym Wam podziękować za ten poprzedni tydzień i za każdy komentarz, i każde słowo, które zostawiłyście pod ostatnim wpisem. Wasze słowa okazały się dla mnie bardzo dużym wsparciem psychicznym i zdałam sobie sprawę z tego, że nie tylko ja tak reaguję..., że jest nas więcej. Wierzę w to, że każda z nas borykających się z niepłodnością z najróżniejszych przyczyn w końcu zostanie kiedyś Mamą.

Dziękuję, że jesteście!

9 komentarzy

  1. Tak to jest, że czasami trzeba zrobić krok do tyłu, aby potem móc zrobić dwa kroki do przodu. Każdy tak ma. Każdy zwalnia, ucieka w swoje ramiona i poświęca czas tylko sobie. To bardzo potrzebne. Cieszę się, że mimo przeciwności, podnosisz się i walczysz dalej ale przede wszystkim żyjesz z wdzięcznością tym co jest dzisiaj. Bo o takich sprawach zawsze łatwo napisać komuś, niż samemu podnieść się i z uśmiechem iść dalej. Więc niech duma Cię rozpiera, że powstałaś i poszłaś dalej.. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze, że odpoczęłaś... złapałaś oddech...
    Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że lepiej się czujesz 😊
    Zobaczysz kiedyś i do nas wkońcu los się uśmiechnie 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten twój obiad to wcale nie brzmi tak prosto. Chyba nie umiałabym wyczarować czegoś takiego tak po prostu.
    Dobrze, że jest już lepiej. Ja nadal trzymam kciuki z całych sił :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ważne jest, by nieraz spędzić czas samemu ze sobą! Cieszę się, że już lepiej się czujesz! ściskam mocno! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasami mam takie chwile zawieszenia, nie cieszy mnie praca, nawet moje pasje odkładam na bok. Dobrze,że są to tylko CHWILE i za moment powracam z nową energią pchać wózek pod tę ogromną górę zwaną Niepłodność. Cieszę się, że i Tobie się to udało ☺
    Przytulam i wysyłam moją dobrą energię 😘

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę Ci serdecznie spełnienia tego największego marzenia. Chciałabym jednak napisać coś bardzo, bardzo ważnego. Znamy się dobrze z blogowego świata, jednak ja nie chcę rozprawiać o naszej niepłodności na forum, więc wybacz, że będzie anonimowo, jednak nie mniej szczerze i serdecznie. Znam Twoje rozterki aż za dobrze, za nami lata starań. Jednak dodając Ci otuchy chcę napisać o innej stronie wyczekiwania. O nadziei, która czasem nie wystarcza, aby spełnić marzenia. Właśnie składamy papiery do ośrodka adopcyjnego. Za nami trzy nieudane in-vitro, a gdzieś pomiędzy dziesiątki par, które obok nas kończyły leczenie sukcesem. Nie każda terapia skończy się ciążą i czasem trzeba to wziąć na klatę. I piszę o tym dlatego, żebyś miała siłę iść dalej, gdyby nie daj Bóg Wasza droga skończy się jak u nas :) Doceniaj to co dobre, walcz ze złymi myślami i kochaj Osobistego z wzajemnością, bo Wy w tym wszystkim jesteście najważniejsi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za ten komentarz. Czasami bywa tak, że choć bardzo staramy się doceniać to, co dostajemy od życia to czasami umykają nam takie najprostsze rzeczy. I masz stuprocentową rację, nadzieja to za mało, aby spełniać marzenia.
      Uściski!

      Usuń

TOP