17 października 2016

Porozmawiajmy przy kawie #6

Dzisiaj nie jest mój dzień. Spoglądam na migający kursor jednym okiem i zastanawiam się nad trzema możliwościami: czy pomiędzy powieki powkładać zapałki, aby trzymały moje ważące nie wiadomo ile kilogramów powieki, czy zrobić kolejną kawę dzisiejszego dnia, a może by tak skorzystać z trzeciej opcji pracowania na swoim i choć na piętnaście minut zaszyć się w pokoju na kanapie odpływając w ramionach Morfeusza? Jak na razie rozmyślam nad tymi trzema opcjami i w między czasie piszę ten tekst.
Dzisiejszy dzień rozpoczęłam od niedoczasu, ponieważ zaspałam. Wbiegając pędem do łazienki zdawałam sobie sprawę z tego, że w zasadzie od dziesięciu minut powinnam być już w drodze na umówione spotkanie w pobliskim mieście na 7:30. Dziesięć minut. Tyle zajęło mi ogarnięcie się, łącznie z pseudo makijażem ograniczającym się do zaznaczenia brwi i użycia maskary. Cieni pod oczami nie zdążyłam już zakryć korektorem, ale szykując się rozmyślałam o zakorkowanym wjeździe do miasta. Czesałam się w  drodze od drzwi wejściowych w mieszkaniu do bramy, w samochodzie przy lusterku ujarzmiłam żyjące własnym życiem włosy. Mniej więcej w tym samym czasie zdałam sobie sprawę z tego, że są one nadal trochę wilgotne (uroki nocnego warkocza). O 7:28 byłam na miejscu, i jeszcze czekałam, więc w dniu dzisiejszym po prostu "plus dziesięć" dla mnie za ogarniętość, a dla Męża "plus sto" (a niech ma!) za efektywną jazdę.

A skąd to poniedziałkowe zmęczenie? W weekend byliśmy na weselu, a że zazwyczaj jesteśmy do samego końca to, dało nam to trochę w kość. Do tego długa i męcząca podróż - łącznie zrobiliśmy około czterystu kilometrów - w sobotę wyjeżdżaliśmy około południa trzymając kciuki, aby zdążyć do kościoła, a w niedzielę po dwudziestej drugiej wnosiliśmy bagaże do naszego mieszkania. Lubię spotkania rodzinne, choć nie ukrywam, że czasami to mam wrażenie, że z niektórymi to najlepiej tylko i wyłącznie na zdjęciu, to mam wokół siebie takie osoby, na które zawsze można liczyć w każdej sytuacji, i choć w dzieciństwie spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, a dziś każdy nas ma swoje życie i swoje problemy, to dobrze jest się spotkać, nawet po długim czasie, porozmawiać, pośmiać się i powspominać. Zresztą wracając wczoraj wieczorem do domu, myślałam bardzo dużo o tym, że warto pielęgnować rodzinne relacje.

Poza tym dziś, w tym całym nie wyspaniu czekam na listonosza i najnowszą książkę Ani Sakowicz - Niedomówienia. I za pewne nie wyczekuję listonosza tak, jak autorka kuriera - ale również nie mogę się doczekać. 

21 komentarzy

  1. Hehe skąd ja to znam ☺☺☺Zaspać, ale później być przed czasem ☺hehe
    Fajnie, że wesele się udało ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz co jest najlepsze Kasia? Że dziś wtorek, a ja jeszcze nie odespałam.

      Usuń
    2. Kamila! Znam takie dni z autopsji, więc tym bardziej gratuluję doskonałego ogarnięcia się i pogodzenia wszystkich spraw.
      Fakt - z rodziną na zdjęciach wychodzi się najlepiej (no chyba, że nas wytną), ale to w końcu rodzina i jest najważniejsza :)

      Usuń
    3. Tak, masz rację. Zresztą dla mnie rodzina ma szczególne miejsce w moim życiu. Czasami ciężko pogodzić kilka spraw, ale jak trzeba to należałoby stanąć na wysokości zadania.

      Usuń
  2. Brawo za zdjęcie, zresztą większość Twoich zdjęć (Twoje?), które umieszczasz u Siebie na blogu jest godna pochwały.
    Książki ani nic tej autorki nie czytałam. Daj znać jak wrażenia.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w przypadku serii "Porozmawiajmy przy kawie" zdjęcia nie są mojego autorstwa. Jednak pozostałe, jak najbardziej :)

      Usuń
  3. Dziś chyba coś jest w pogodzie... też jakoś mi sennie i cięzko... Wieczór mam zaplanowany pod kocem i z herbatką i dobrym filmem:)
    udanego tygodnia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w ostatnich dniach jest tak, że gdy już jedną herbatę wypiję, zaparzam kolejną - i tak w kółko.

      Usuń
  4. Wow, podziwiam za wytrwanie do końca wesela! Naprawdę! Ja już teraz boję się co będzie na moim ślubie, jak ja zazwyczaj z wesela wychodzę koło 1szej, 2giej, bo mi się tak bardzo chce spać. Jakoś mało imprezowa jestem :)
    Wartość rodziny dostrzega się chyba z wiekiem, ale generalnie lepiej wcześniej to zrobić niż później ;) Bo niby tylko dobrze się wychodzi na zdjęciu, ale jednak kiedy kogoś zabraknie, to się żałuję niewykorzystanych szans na spotkania, rozmowę, uśmiech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie na każdym weselu, ale zazwyczaj staramy się zostać do końca. Choć teraz zbyt wiele nie imprezowałam, to nadrobiłam to wszystko przekrzykiwaniem się z orkiestrą podczas rozmów z najbliższymi.

      Usuń
  5. Takie poczucie zakorzenienia w rodzinie jest bardzo ważne. U nas więzi bardzo się rozluźniły, a szkoda. Kiedyś bardziej się o to dbało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jakiś czas temu zauważyłam, że czasami człowiekowi się nie chce dbać o relacje, a czasami niezależnie od tego jak bardzo byśmy chcieli - to są one zależne nie tylko od nas i nie zawsze mamy na nie wpływ.

      Usuń
  6. Jestem ciekawa Twojej opinii na temat nowej książki Ani i sama nie mogę się doczekać, by ją przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę czytałam już w czerwcu, a wczoraj zaczęłam czytać drugi raz :)

      Usuń
  7. Niezłe poranne tempo :) Ja na szczęście śpieszyć się nie muszę, ale z drugiej strony - elastyczne godziny pracy mniej mobilizują do sprawnej pobudki, co kończy się późniejszym siedzeniem w biurze :/

    O tej autorce jeszcze nie słyszałam. Obecnie czytam "Osobliwe szczęście Arthura Peppera" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam o tej książce. Co do pracy na swoim to wszystko ma swoje plusy i minusy. Jak dla mnie większość to same plusy. :-)

      Usuń
  8. U mnie wręcz odwrotnie, wszystko jest dość leniwe i bez pośpiechu. Jednak bywają dni, kiedy trzeba się spiąć i wstawić się gdzieś na umówioną godzinę i zastanawiam się, jak po rocznej przerwie ogarnę powrót do pracy.
    Tak, ja również zawsze przykładałam dużą wagę do bliskich relacji rodzinnych. Niemniej przez ostatni rok przesiałam je przez porządne sito i oddzieliłam ziarno od plew. To było dość bolesne, ale i oczyszczające.
    Ściskam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami takie przyjrzenie się rodzinnym relacjom jest potrzebne - oczyszcza umysł, i choć bywa bolesne to na dłuższą metę jest czymś bardzo ważnym.
      Uściski!

      Usuń
  9. Oj, ja w tym tygodniu przeholowałam ze stresem... i weekend mam ochotę spędzić w bezruchu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taki czas jest potrzebny - najważniejsza jest równowaga.

      Usuń
  10. Bez kawy nie da się rozpocząć dnia :) A przy stresach pracowych ratuję się białą herbatą. W pracy zaparzam ją na wodzie mineralnej a w domku mam filtr molekularny z naturalną mineralizacją i dzięki niemu wodę mineralną z własnego kranu :)

    OdpowiedzUsuń

TOP