4 lutego 2017

Posłuchaj siebie

Ubiegły rok dał mi coś niepowtarzalnego, pomimo tego, że życie dość często sypało mi piaskiem prosto w twarz to nauczyłam się słuchać samej siebie. Nawet nie wiesz jak bardzo właśnie teraz, na początku 2017 roku jest to dla mnie ważne. Dlaczego? O tym za chwilę. 


Na początku stycznia byłam na wizytach kontrolnych zarówno u ortopedy (tak, sprawa z kolanem ciągnie się dalej), jak i u ginekologa. Obydwie te wizyty były dla mnie bardzo stresujące, i o ile w przypadku ginekologa jest troszeczkę lepiej, to w przypadku ortopedy zrobiłam kilka solidnych kroków w tył. Dlaczego? Otóż gdy z nogą było już dobrze, a nawet bardzo dobrze, i wracałam to pełni swoich możliwości, na początku listopada za namową rehabilitantki zdecydowałam się na dość intensywne ćwiczenia. Ćwiczenia odbyły się raz w gabinecie rehabilitantki, i nie kontynuowałam ich już ani w domu, ani po raz kolejny w gabinecie. Co się takiego stało? Otóż po tych ćwiczeniach nie byłam w stanie chodzić, i wcale nie chodzi oto, że miałam zakwasy, tylko po kilku krokach odczuwałam bardzo silny ból. Zaufałam swojej intuicji - zrezygnowałam z tych ćwiczeń, aby w końcu na początku stycznia udać się na konsultację do ortopedy. Okazało się, że niestabilność w kolanie wróciła, a ćwiczenia, które wykonywałam były raczej przeznaczone dla zawodowych sportowców, i zamiast mi pomóc, przyniosły odwrotny skutek. Zarówno jeden, jak i drugi specjalista jednoznacznie stwierdzili, że powinnam wiedzieć co jest dla mnie dobre, a co nie. Dlatego w tym roku mam zamiar dobrze pielęgnować świadomość swojego organizmu i jeszcze lepiej się w niego słuchać.

ZAUFANIE DO SAMEGO SIEBIE
Potrzebowałam trochę czasu, aby dojść do wniosku, że kto ma wiedzieć lepiej ode mnie, co mi służy, co przynosi odpowiednie efekty, jeżeli to właśnie ja znam samą siebie najlepiej. Wiem jak reaguję na poszczególne leki, nowe ćwiczenia lub wprowadzanie aktywności fizycznej, a nawet na posiłki, które spożywam na co dzień. Zaufałam sobie, w końcu znam siebie najlepiej.

OCZY SZEROKO OTWARTE
Mniej więcej w połowie ubiegłego roku, po kolejnej wizycie u lekarza i propozycji odstawienia wszelkich produktów zawierających laktozę, a także gluten. Wprowadzając zmiany w codziennej diecie udałam się do innego specjalisty na konsultację. Dowiedziałam się, że jeżeli nie mam alergii pokarmowych, to takie odstawienie jest nie potrzebne. Przyjęłam jedną i drugą informację, wyciągnęłam wnioski i zrobiłam badania, które wykluczyły alergie pokarmowe. Zaczęłam jeszcze z większą uwagą czytać składy wybieranych produktów, które lądowały w moim koszyku, aby świadomiej dokonywać wyborów. Na początku było to trochę uciążliwe, ponieważ czas, który spędzałam w sklepie na cotygodniowych zakupach znacznie się wydłużył. 

UWAŻNE SŁUCHANIE ORGANIZMU
Wzięłam sobie do serca wiadomości, które uzyskałam od lekarzy oraz wyniki badań i zaczęłam uważniej słuchać swojego ciała. Zwracałam szczególną uwagę na to, jak się czuję po konkretnych produktach: porzuciłam na pewien czas twaróg na rzecz twarogu bez laktozy, i to właśnie po nim źle się czułam - inna kwestia była taka, że zwyczajnie mi nie smakował (przeszkadzał mi jego słodkawy posmak). Pomimo, że badania wykluczyły alergię na gluten, źle się czułam po produktach pszennych, dlatego staram się ich unikać. Obecnie wprowadzam zmiany w swojej diecie i staram się odżywiać jeszcze lepiej: zdrowiej i świadomiej. Na początek chcę ograniczyć pieczywo, bo w ostatnim czasie trochę "poszalałam" w tej kwestii. Niby staram się wybierać dobry jakościowo żytni chleb z zaufanej piekarni, ale mimo wszystko chcę je ograniczyć. Dlatego jako pierwszy krok mam zamiar całkowicie zrezygnować z pieczywa w przypadku kolacji. Jeśli chcesz, możesz się do mnie przyłączyć, a także mnie zainspirować - wystarczy, że wrzucając zdjęcie na Instagram dodasz hashtag: #kolacjabezpieczywa. To jak? Przyłączysz się do mnie?

Nauczyłam się zaufania do samej siebie oraz własnej intuicji. Nie działam wbrew sobie i nie podejmuję pochopnie decyzji. Robię to, co czuję. To, do czego jestem przekonana. Co moim zdaniem mi nie zaszkodzi - tak jak te niepotrzebne, listopadowe ćwiczenia. Wtedy zamiast posłuchać siebie, posłuchałam kogoś innego - i źle na tym wyszłam. Ale to nic, człowiek uczy się na swoich błędach. Wyciągnęłam odpowiednie wnioski, i teraz jestem trochę mądrzejsza o tamtą sytuację :). 

Do napisania!

11 komentarzy

  1. Ciężko odżywiać się bez glutenu :( mi wyszła nietolerancja pokarmowa głównie na gluten i białko jajka...
    Pieczywa praktycznie nie jem. Jajka zdarza mi się...
    Ogólnie ciężko jest trzymać jakąkolwiek dietę.

    Przy tym nie stabilnym kolanie nie radziłabym Ci ćwiczeń. Z własnego doświadczenia. Ja nawet na wf nie mogłam ćwiczyć, bo jakikolwiek ruch powodował jeszcze większą nie stabilność kolana... to było straszne. A i tak po 8 latach chodzenia skończyło się rekonstrukcja więzadła.
    Teraz mam kolano do ponownej operacji. Takie zmiany zwyrodnieniowe mi się zrobiły i praktycznie nie mam chrząstki stawowej.
    Musisz naprawdę uważać żeby nie narobić sobie takich problemów jak ja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o tym, czasami bardzo trudno jest mi przejść obojętnie obok ciepłych i świeżych bułek, ale powtarzam sobie, że to samo zło - co nie oznacza, że nigdy się nie skuszę. Zresztą u mnie nigdy żadne gwałtowne zmiany w żywieniu nigdy nie przetrwały dłużej jak dwa tygodnie.

      Co do stabilności kolana i ćwiczeń - to robię tylko to, na co pozwolił mi lekarz na chwilę obecną, choć nie powiem bardzo brakuje mi zumby - na chwilę obecną pływam, jeżdżę na rowerku stacjonarnym (bardzo krótkie dystanse), wykonuję jakieś proste ćwiczenia na piłce. Oprócz tego, dwa razy dziennie łykam Structum, który ponoć ma właśnie wpływać między innymi na chrząstkę stawową. Ogółem i tak z nogą uważam jak tylko mogę, czasami mam wrażenie, że aż za bardzo :) Ale niestety z tego, co wiem kontuzje kolanowe są trudne do leczenia.

      Usuń
  2. Ja zawsze słucham, co mówi moja intuicja, choć czasem świadomie działałam w życiu wbrew jej podszeptom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja rzadko kiedy mam jakas intuicje. W sumie przejawila sie tylko raz kiedy mojemu Synkosi bardzo ciezko sie w nocy oddychalo, mial zapchany nos... wtedy przypomnialam sobie go 5 tygodniowego tak samo oddychajacego w szpitalu I tak sie zdenerwowalam, ze nastepnego dnia pojechalam do lekarza I mial co przeczuwalam - zapalenie oskrzeli.
    Wazne by nie ufac tylko lekarzom, ale wlasnej wiedze / doswiadczeniu / sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - chociaż mówiąc szczerze to w przypadku lekarzy (niesprawdzonych) mam bardzo ograniczone zaufanie, i często diagnozę sprawdzam u innego specjalisty. I tak sobie właśnie pomyślałam, że gdybym wierzyła każdemu lekarzowi, z którym miałam styczność to miałabym już białaczkę... Dlatego dobrze jest wsłuchiwać się oraz rozumieć swój organizm, bo to my wiemy o nim najwięcej.

      Usuń
  4. U mnie z intuicją bywa różnie, ale moje odczucia odnośnie konkretnych osób i odnośnie sygnałów wysyłanych przez mój organizm rzeczywiście najczęściej się sprawdzają. Dobrze, że u Ciebie tyle pozytywnych zmian - i że nie tylko słuchasz swojego wewnętrznego głosu, ale jeszcze właściwie na niego odpowiadasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale muszę Ci się przyznać, że potrzebowałam trochę czasu i musiałam "kilka razy oberwać po tyłku", żeby być tu i teraz z takim, a nie innym podejściem. Ale właśnie gdybym nie zaczęła słuchać tego swojego "wewnętrznego głosu" pewnie, niektóre błędy popełniałabym do tej pory :)

      Usuń
  5. Słuchanie siebie i zaufanie bardzo przydatne umiejętności. Powinniśmy być pierwszymi osobami,którymi możemy zaufać. A może to właśnie po to trzeba słuchać siebie,żeby móc zaufać? Bo przecież nie znając samych siebie ciężej jest zaufać.. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak, w kwestii zdrowia to wsłuchanie się w siebie jest chyba najlepszym co możemy zrobić. Bo nasz organizm sam da nam znać co jest dla nas dobre, a co może niekoniecznie. Tylko musimy właśnie umieć się wsłuchać.
    Trzymam kciuki, żeby było co raz lepiej z nogą i wgl żeby zdrowie Ci dopisywało. No i 3mam kciuki za wyzwanie! Nie przyłączę się niestety do wyzwania, bo ja z reguły nie jem w ogóle kolacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z Tobą. Bardzo często zagłuszamy to, co podpowiada nam organizm. Niedawno Malwa poleciła mi blog Agnieszki Maciąg; w jednym z wpisów autorka stwierdza, że tak naprawdę ból jest naszym sprzymierzeńcem, mówi wiele o nas i warto się w niego wsłuchać a nie zagłuszać go. To piękna umiejętność i cieszę się, że udało Ci się osiągnąć ten etap 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest co prawda jeszcze tak, jakbym chciała - ale ciągłe wsłuchiwanie się w siebie powoduje, że człowiek dokształca się z zakresu znajomości samego siebie i świadomości własnego ciała. Dobrze się czuję znając swój organizm i słuchając go.
      P.s. Muszę zajrzeć na ten blog :)

      Usuń

TOP