11 maja 2017

Nadszedł ten czas, kiedy...

Do napisania tego tekstu zbierałam się już od dłuższego czasu. Na początku nie chciałam tutaj o tym pisać, jednak z czasem doszłam do wniosku, że to jest już ten moment, kiedy chcę się z Wami podzielić pewnymi sprawami. A tym samym ważnymi decyzjami, o których wspominałam przelotnie w poszczególnych wpisach, nie wprowadzając Was w żadne szczegóły.

Na początku stycznia wraz z Mężem podjęliśmy jedną z ważniejszych decyzji w naszym małżeństwie, mianowicie postanowiliśmy, że nie będziemy się starać o dziecko za wszelką cenę. I jak się domyślacie nie mam tu wcale na myśli kosztów finansowych. Mój poprzedni lekarz stwierdził, że nawet jeżeli udałoby mi się zajść w ciążę to jest duże ryzyko poronień i istnieje zagrożenie życia zarówno dla mnie, jak i dla dziecka. 

Tak. Wystraszyłam się tego. I wspólnie podjęliśmy decyzję, że nie chcemy się starać za wszelką cenę. Nie kosztem życia zarówno dziecka, jak i mojego. Po trzech latach starań - wiem, że dla jednych to mało, a dla drugich dużo - jesteśmy w pełni świadomi tego, że jeżeli jakimś cudem udałoby mi się zajść w ciążę, i bym jej nie donosiła - to nie podnieślibyśmy się z tego psychicznie. Nie chcemy ryzykować.

Niedługo miną już w zasadzie trzy miesiące odkąd zrobiliśmy pierwszy, mały krok do tego, aby zostać rodzicami. Adopcyjnymi rodzicami. Mniej więcej w połowie lutego udaliśmy się wraz z Mężem do pobliskiego Ośrodka Adopcyjnego, aby dowiedzieć się o szczegółach związanych z procedurą rozpoczęcia starań o adopcję, o zasadach panujących w danym ośrodku i formalnościach jakie musimy spełnić. Ku mojemu zaskoczeniu po raz pierwszy przed ważnym spotkaniem nie odczuwałam stresu, nie denerwowałam się tylko czułam same pozytywne emocje. Nie ukrywam, że po około godzinnej rozmowie, i gdy wszystkie emocje opadły zaczęłam się przejmować tym, jak wypadliśmy. Nie podjęliśmy jeszcze ostatecznej decyzji, jesteśmy w trakcie przygotowywania dokumentów, które trzeba złożyć w Ośrodku, aby rozpocząć cały proces. Niestety na chwilę obecną nie spełniamy wszystkich wymogów z powodu zbyt krótkiego stażu małżeńskiego.

Zanim umówiliśmy się na pierwsze spotkanie zaczęliśmy rozmawiać z naszymi bliskimi o adopcji - o ile najbliższa rodzina z mojej strony wiedziała od dawna o naszych staraniach, o tyle z rodziną Męża, ten temat nigdy nie był poruszany (ale i tak myślę, że część się domyślała). Dlatego sukcesywnie informowaliśmy o tym, że myślimy o adopcji. Zależało nam na tym, aby każdy w jakiś sposób oswoił się z tą myślą. Nie ukrywam, że było to dla mnie dość stresujące i obawiałam się trochę tego jak zareaguje najbliższa rodzina ze strony Męża, ale nie potrzebnie.

Jeżeli chodzi o moje leczenie, to leczę się dalej, ponieważ chcę być zdrowa - i to jest mój główny cel. W chwili obecnej nie jest jeszcze tak, jak być powinno, ale jest o wiele lepiej niż w październiku, dzięki czemu biopsja na chwilę obecną nie jest konieczna. Przyjmuję nadal Duphaston na wywołanie miesiączek, i po raz pierwszy w życiu (a mam 31 lat) miesiączkuję regularnie, co prawda za sprawą hormonów, ale jednak. Inna kwestia jest taka, że w końcu podczas badania usg było widać jakiekolwiek pęcherzyki.

Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale odkąd podjęliśmy tą decyzję i zrobiliśmy pierwszy, mały krok do przodu czuję wewnętrzny spokój - zresztą niejednokrotnie Wam o tym pisałam. Nadal mam problem z emocjami, gdy np. tak, jak ostatnio urodził się bratanek mojego Męża, ale to jest silniejsze ode mnie . I to nie jest tak, że nie cieszę się szczęściem innych. Z jednej strony cieszę się, ale z drugiej, gdy już zostaję sama z Mężem, to łzy same cisną się do oczu. Wtedy nie potrzebujemy żadnych słów...

22 komentarze

  1. Wy sami podjęliśmy dla siebie najlepsza decyzję sami wiecie i czujecie co dla was dobre. Jest tyle wspaniałych dzieci,które czekają na szanse dorastania w dobrych, szczęśliwych rodzinach. Ale też muszę się odnieść do Twoich słów -ryzyko poronienia jest zawsze. Ja straciłam ciążę w 10 tc, serduszko przestało bić. Miałam zabieg, było mi bardzo ciężko. Ale również rok po zabiegu urodziłam zdrowe dziecko.chociaz bałam się bardzo. Poronienie to nie koniec świata i można się podnieść . pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - owszem można się podnieść, ale moim zdaniem to jest bardzo indywidualna sprawa. Inna sytuacja jest, gdy ktoś jest zdrowy i nie ma problemów z zajściem w ciążę, a inna sytuacja jest, gdy po "x" latach starań i leczenia zachodzi się w upragnioną ciążę i się ją traci. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, co się wydarzyło wcześniej. Ja od 5 lat robię wszystko, aby na teście zobaczyć dwie upragnione kreski, ale nie jestem w stanie zrobić tego za wszelką cenę.

      Usuń
  2. Fajnie że macie takie pozytywne podejście do adopcji i macie to wsparcie w rodzinie.
    Z drugiej strony, czy o tym wysokim zagrożeniu dla Ciebie i dziecka powiedział tylko ten jeden lekarz? Bo to jest bardzo istotna kwestia i warto by było usłyszeć opinię conajmniej kilku najlepszych specjalistów w kraju.
    A poza tym skoro dopiero teraz masz regularny okres i pojawiają się pęcherzyki to dopiero teraz można stwierdzić że można mówić o jakichś prawdziwych staraniach, bo wcześniej to rozumiem że nie było szans.
    Ale najważniejsze że masz ten wewnętrzny spokój i pewność że w ten czy inny sposób zostaniesz mamą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagrożenie potwierdziło mi łącznie trzech lekarzy. Dla mnie ważne było postawienie sobie pewnej granicy, aby nie zatracić się w ciągłym jeżdżeniu od lekarza do lekarza i życiu ciągłą nadzieją. Dla mnie starania o ciążę rozpoczęły się 5 lat temu, kiedy zaczęłam się leczyć i robić wszystko, aby móc w tą ciążę zajść.

      Usuń
  3. Czekałam na ten tekst! ❤
    Cieszę się razem z Tobą, bo wyczuwam w Twoich słowach niesamowity spokój, dojrzałość i pewność. Jestem z Wami całym sercem i mam nadzieję, że po prostu będziecie szczęśliwi. ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na swój sposób jesteśmy, ale wiesz jak jest. Długo zbierałam się z napisaniem tego tekstu.

      Usuń
  4. Przyznam, że czułam po wpisach, tematyce książek i komentarzach, że zmierzacie w tę stronę i jestem z Wami, choć to pewnie niewielkie wsparcie.
    Życzę Wam dużo cierpliwości, bo z tego co piszesz chyba tego będzie Wam potrzeba i dużo miłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dobre słowo jest dla nas wsparciem - także dziękujemy. :)

      Usuń
  5. Kochana wiesz, że niezmiennie Wam kibicuję i trzymam za Was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Spokój - mi też towarzyszył taki stan ducha w momencie podjęcia decyzji. I czułam się kilka kilogramów lżejsza. Także doskonale rozumiem. Spokojnie dojrzewajcie w Waszej decyzji, kompletujcie dokumenty, a nie obejrzycie się, jak będziecie o krok dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, dla mnie to było niesamowite uczucie, gdy całą sobą poczułam, że to jest właśnie droga dla nas.

      Usuń
  7. Co do Duphastonu, to u mnie po nim wróciła płodność, choć jednocześnie o mało nie wypadły mi wszystkie zęby ;) Moja lekarka twierdziła, że nie mogę w ogóle mieć dzieci, a po kilku miesiącach zażywania tego lek byłam w ciąży. I tak, ciążę miałam zagrożoną, musiałam prawie całą przeleżeć, ale się udało.
    Dlatego, sama nie wiem, co Ci powiedzieć. Adopcja dziecka to piękna sprawa, można dać miłość i dom komuś, kto bardzo tego potrzebuje, a z drugiej strony, myślę, że Twoje leczenie może jeszcze przynieść rezultaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że osobiście jestem mile zaskoczona tym jak dobrze Duphaston na mnie działa. A to co będzie w przyszłości - nie wiem, ale jesteśmy gotowi na pójście inna drogą.

      Usuń
  8. To wspaniale... Życzę Wam wspaniałego synka albo córeczki i dużo miłości. I tego spokoju, jaki odczuwasz, niech trwa! Masz rację, nie za wszelką cenę. A przecież może już teraz jakieś dziecko Was potrzebuje i gdzieś tam na Was czeka. Będziecie dla niego świetnymi rodzicami :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  9. To świetne wiadomości. Tak naprawdę od dawna czułam, że zdecydujecie się na adopcję. Najtrudniejszy, pierwszy krok macie za sobą :) trzymam kciuki, abyście jak najszybciej zaczęli kurs i otrzymali kwalifikacje :)
    Jestem pewna, że będziesz wspaniałą mamą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi Duphaston mial wywolac okres, a spowodowal zajscie w ciaze. Kibicuje Wam obojetnie ktora droge wybierzecie, ale po cichu wierze, ze odpuszczajac dasz szanse "nowemu zyciu" - prosto z brzuszka :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam Cię od dawna i od zawsze kibicuje. A teraz taka cudowna wiadomość. Jesteście coraz bliżej momentu w którym zostaniecie rodzicami. Gratulacje! Teraz spokojnie rozglądajcie się na tej nowej ścieżce. Ja życzę Wam wszystkiego najwspanialsze ☺☺

    OdpowiedzUsuń
  12. Życzę dużo cierpliwości i wytrwałości. Procedury adopcyjne nie są takie łatwe do przejścia niestety. Mam też nadzieję, że uda Wam z ciąża :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Takie teksty zawsze sprawiają, że mam łzy w oczach. Bardzo osobiste i pełne prawdy. Jesteś bardzo odważna i dzielna. Myślę, że podjęcie takiej trudnej decyzji, chęć oswojenia całej rodziny z myślą, że zdecydowaliście się na adopcję to bardzo dobre działanie. Życzę Ci dużo wytrwałości i wsparcia najbliższych. Życzę, by Wasze marzenie się spełniło i byście byli szczęśliwi. I tego spokoju - niech trwa.

    OdpowiedzUsuń

TOP